piątek, 30 marca 2012

Wielkanocne kartki.

Dzisiaj będzie mało treści, dużo fotek - czyli moje wielkanocne kartki. Wiem, że są skromne, że 99% blogerek robi lepsze, ale sprzętu specjalistycznego brak, robię z tego co mam pod ręką, mam jednak nadzieję, że ci którzy je dostają wolą takie niż kupne.
A więc najpierw "jajowe", są dwa rodzaje, serwetkowe:



A tak się te kartki otwierają:
I inne:



I reszta:













A na koniec takie z elementami robótkowymi, stanowczo takich za mało, następnym razem się poprawię:

I to tyle, zrobiłam ich co prawda 40, ale są podobne, więc wystarczy. Teraz możecie się zastanawiać, która do kogo trafi, bo na razie jak wiszę dotarły te wysłane za naszą zachodnią granicę, a jak znam życie, to najdłużej będą szły te wysłane do Warszawy!

poniedziałek, 19 marca 2012

Przedświątecznie.

Jako, że święta za pasem ostatnio zajmuję się głównie produkcją świątecznych drobiazgów, czyli kolorowych ananaskowych pisanek:





i kurczaków:


Zdjęcia niewybitne, ale tak na szybko robione telefonem, trochę koślawe te pisanki wyszły, ale w rzeczywistości nie jest aż tak źle.
Zrobiło się wiosennie, spod ziemi powoli wyrastają różne wiosenne rośliny, w weekend pogoda była tak piękna, że aż chciało się wyjść z domu, ale nie miałam czasu - musiałam uruchomić produkcję kartek, bo lada chwila trzeba będzie je wysyłać. Trochę udało mi się ich wyprodukować, ale na razie fotek nie będzie, bo jeszcze niedokończone, wkrótce fotki wrzucę, bo poprzednio jak od razu nie pokazałam, to dysk mi padł i zdjęć nie ma :-( Młody próbował mi je odzyskać z karty pamięci z aparatu, ale niestety się nie udało.

środa, 7 marca 2012

Weekend

Ostatni weekend był intensywny - w sobotę byłam na wycieczce w Częstochowie, jakoś nigdy dotąd nie miałam okazji odwiedzić Jasnej Góry, chociaż wielokrotnie przez Częstochowę przejeżdżaliśmy. Pogoda była piękna, słoneczna więc mimo, że nieco chłodna na wycieczkę wymarzona.




Odwiedziliśmy oczywiście Kaplicę Cudownego obrazu, zrobienie tam zdjęcia graniczy z cudem, bo przepchanie się przez tłumy ludzi jest trudnym zadaniem.

Salę Rycerską:



Bazylikę (nieustająco w remoncie):

Muzeum 600-lecia, Bastion Świętego Rocha, Skarbiec i Golgotę Dudy-Gracza:

Trudno zrobić dobre zdjęcie, bo lampy akurat są skierowane na obrazy i fatalnie się w nich odbijają.
Ku mojemu ogromnemu żalowi nieczynna była wieża, na którą bardzo chciałam wejść, bo przy tak pięknej pogodzie widoczność musiała być wspaniała :-(

Następnym punktem programu było Muzeum Haliny Poświatowskiej, które mieści się nieopodal Jasnej Góry, w domu w którym poetka się wychowywała. Muzeum jest bardzo niewielkie, ale zawiera sporo pamiątek po poetce, obejrzeliśmy film o niej, a potem postać "Haśki", jak ją nazywano w domu przybliżył nam brat poetki, który tym muzeum się opiekuje. Było to piękne przeżycie, usłyszeliśmy wiele osobistych wspomnień, miedzy innymi jaką była siostrą, jak tworzyła swoje wiersze, jakie miała problemy.




Wizyta w muzeum zakończyła nasz pobyt w Częstochowie, potem już była tylko droga do domu.


W niedzielę natomiast były, jak zazwyczaj w pierwszą niedzielę miesiąca - Szarotki, czyli gadanie, robótkowanie, nauka (nauczyłam się robić na drutach sznureczek) i rzecz jasna kupowanie:



A Ewa pokazała swoje nowe dzieła z papierowej wikliny, są takie super, że aż jej trochę zazdroszczę kto wie, może i jawreszcie spróbuję, chociaż na pewno nie osiągnę raczej mistrzostwa Ewy, bo ze starannością i dokładnością to u mnie raczej kiepsko.

Szarotkowe spotkania są naprawdę niesamowite, czekam na nie niecierpliwie i są dla mnie prawdziwym świętem, wszystkim polecam!

niedziela, 26 lutego 2012

Moje kolekcje.

Od zawsze byłam kolekcjonerką, zbierałam znaczki, które do dziś gdzieś tkwią, bo niby ich już nie zbieram (chyba już nikt nie zbiera?), ale przecież wyrzucić nie mogę! Moje dzieci też swego czasu były zbieraczami - mój starszy syn zbierał długopisy, ma ich pokaźny zbiór, młodszy zbierał karty telefoniczne, w tym ich zbieractwie rzecz jasna ja ich mocno wspierałam, angażowałam się bardzo i jeśli chodzi o karty, to tak naprawdę to jest moja kolekcja (mąż nawet wstydził się chodzić ze mną po ulicy, bo żadnemu automatowi nie darowałam - ludzie często zostawiali zużyte karty na automacie, więc każdy musiałam przecież sprawdzić!), młody nawet nie bardzo wiedział ile ich ma i jakie. Teraz oni ze zbieractwa już wyrośli, zresztą kart już prawie nie ma, więc kolekcje leżą sobie i zbierają kurz. Co nie znaczy, że jeśli spotkam jakiś interesujący długopis czy kartę to przejdę koło nich obojętnie - nie ma mowy! Ja aktualnie zbieram książki polskich autorów i zakładki do książek i moja kolekcja zakładek ostatnio wzbogaciła się w kalendarze zakładkowe - wyczytałam na którymś blogu (sorry, ale tyle ich mam w czytniku, że trudno mi sobie przypomnieć na którym), że w Niemczech takowe są produkowane i czym prędzej poprosiłam koleżankę, która tam mieszka aby mi jakiś nabyła. Koleżanka spisała się świetnie (dziękuję Grażynko!) i kilka dni temu dotarły do mnie takie piękne zakładkowe kalendarze:


A oprócz nich kilka normalnych zakładek. Ale najstarsza moja kolekcja to kalendarzyki listkowe. Większość ludzi pewnie nawet nie wie co to jest - a to są po prostu takie małe, mnie więcej w formacie karty kredytowej kalendarzyki - po jednej stronie kalendarzyk na dany rok, a po drugiej obrazek - takie małe reklamówki. Mam ich już około 1200, w przybliżeniu, bo mogą zdarzać się powtórki - przy takiej ilości trudno zapamiętać czy taki obrazek już nie występował, zwłaszcza, że zdarzają się identyczne na różne lata. Powinnam zapewne uporządkować je latami, wtedy byłoby łatwiej wyłapać powtórki, ale przy takiej ilości musiałabym poświęcić temu bardzo dużo czasu, może kiedyś.... Najstarszy kalendarzyk w mojej kolekcji pochodzi z roku.... 1950!


Następny w kolejności to rok 1960 ( Wojtuś, to od Ciebie!):



Następne - 1962:

1966:


1967:


1968:


1969:


No i coraz większe ilości z kolejnych lat. Niektóre są brzydkie, inne piękne, niektóre wyglądają jak nowe, inne są mocno nadgryzione zębem czasu, a właściwie warunkami z których do mnie przywędrowały, ale są, a kiedy zaczyna się kolejny rok liczę na wzbogacenie mojej kolekcji. Teraz niestety coraz mniej firm się w taki sposób reklamuje, są na to inne sposoby :-( więc coraz trudniej o nowe kalendarzyki.
Bardzo ładne były kalendarzyki LOT-u, mam je od 1969 do lat osiemdziesiątych:


Mam kalendarzyki ze zwierzakami, z kwiatami, różne, przeróżne, nie będę już Was uszczęśliwiać ich widokiem, ale na koniec pokażę kalendarzyk absolutnie unikatowy, jedyny na całym świecie, zrobiony dla mnie przez koleżankę, ręcznie, bo wtedy nikomu się nie śniło, że będzie można sobie wydrukować co sobie tylko człowiek zamarzy, dawno to było, a więc Hania hand made:



Super, prawda? Oczywiście, gdyby komuś przy jakiejś okazji wpadły do ręki takie kalendarzyki to pamiętajcie o mnie proszę! Żałuję, że nigdy nie spotkałam nikogo kto też zbierałby kalendarzyki, można byłoby się powymieniać!
Niestety zbieram też różne inne rzeczy, do kartek - różne różności - papiery, punchery, tasiemki, koronki, wstążeczki, nalepki, kwiatki i milion innych rzeczy, do robótek - włóczki, kordonki, druty, szydełka itd, a do tego kocham wszelakie puszki, więc też często nie mogę sobie darować i kupuję "coś" w szczególnie pięknej puszce. Puszki oczywiście przydają się na moje skarby, więc nie zajmują miejsca na próżno. Przy mojej mieszkaniowej ciasnocie to zbieractwo jest doprawdy rozsądne ;-), ale póki jeszcze się mieszczę z tym wszystkim, to zbieram. Co ja poradzę na to, że kocham zbierać?