Po drodze też była nie najgorsza pogoda, na morzu było nawet widać statki :
Ale Dublin przywitał nas deszczem, na szczęście byłyśmy tam tylko godzinę, bo tyle czekałyśmy na autobus, który zawiózł nas do Donegalu, gdzie pogoda była nieco lepsza.
Tu przepiękne okolice Kasi, która mieszka blisko do oceanu, może jest trochę wietrznie, ale widoki to rekompensują! Co tam fryzura, kiedy wokół świat taki wspaniały!
Nic tylko woda i kamienie, no czasem jeszcze owca - mają takie śmieszne, białe z czarnymi pyskami:
O a tu kawałek Kaliny widać, w kapturze, bo wiało mocno.
A koniki zamiast stajni mają płaszczyki :
Sporo jest też osiołków, za to niewiele kóz, które chyba w tych okolicach, na suchych trawach mogłyby sobie dać radę.
Wszędzie kamienne płotki i domy głównie z kamienia, czy te stare, po których zostały tylko ruiny, czy nowsze, domki są zazwyczaj niewielkie, za to bloków czy wielkich kamienic nie ma!
Niektóre drzewa są porośnięte takim śmiesznym "długowłosym" mchem - to nie są liście!
Tutaj park narodowy Glenveagh, czyli skały i suche trawy, natomiast ludzi niewielu, kilometrami jedzie się przez takie puste, dzikie okolice.
Chociaż nad jeziorami, których jest sporo - to typowe okolice polodowcowe jest już nieco bardziej zielono.
A tu zamek Glenveagh, otoczony pięknymi ogrodami, w których można spędzić nawet cały dzień, niestety padający deszcz nie pozwolił nam zbyt wiele po nim pospacerować, zwiedziliśmy tylko zamek i po krótkim spacerku wróciliśmy do samochodu.
A takie żółte, kwitnące krzaki są prawie wszędzie, te akurat koło domu Kasi.
Ostatni dzień naszego pobytu spędziłyśmy w Dublinie, niestety pogoda nie była dla nas łaskawa, cały dzień padało, w związku z czym spacer po tym mieście stracił dużo na uroku, zwłaszcza dla mnie, bo mokre buty to stanowczo nie jest to co lubię.
Mnie marzyła się jeszcze wizyta w sklepie z włóczkami, w końcu Irlandia słynie ze swoich swetrów - aranów, wzorów irlandzkich, no ale niestety w Donegalu takich sklepów brak, a i w Dublinie nie udało się go znaleźć, zostałyśmy co prawda zaprowadzone do sklepu z wyrobami z wełny, ale motki włóczki występowały w nim wyłącznie jako dekoracja :(
Wszystko co dobre kończy się zbyt szybko, więc skończył się i czas naszej wycieczki, nadeszła pora powrotu do domu, całą drogę leciałyśmy nad warstwą pięknych białych chmur, wyglądających niczym śnieg, albo bita śmietana :
A kiedy samolot schodząc do lądowania zbliżył się do ziemi, okazało się, że na niej leży prawdziwy śnieg, kiedy wylatywałyśmy była wiosna, jak to się mogło stać?
Kasiu kochana, dziękuję za gościnę, już za Tobą tęsknię i wciąż żałuję, że mieszkasz tak daleko, chociaż dzięki temu mogłam zwiedzić Twój kawałek pięknej Irlandii! Do zobaczenia w Warszawie!