Były cudowne kwiaty:
A w tej żółtej rudbekii to się po prostu zakochałam, mam na działce dużo rudbekii, ale zwyczajnych, żółto-brązowo-pomarańczowych, a takiej żółtej jeszcze nie widziałam, ciekawe, czy uda mi się taką wyhodować z nasionek :
A po zalewie pływały .... samochody, przez chwilę rozglądałam się za Panem Samochodzikiem :-) :
Po drodze spotkałam leśniczówkę z książki Kasi Michalak:
Było ognisko z kiełbaskami:
Była prawie oswojona pliszka siwa:
Były motyle, piękne, różnokolorowe, ale one jakoś mnie nie lubiły i jak tylko ja z aparatem pojawiałam się w ogródku, to one znikały i tylko jednego udało mi się upolować:
Było też cudowne towarzystwo, długie polaków rozmowy, wspólne szydełkowanie, no i było jeszcze miejsce o którym marzę, jak większość moli książkowych, och jak ja zazdroszczę ... tego:
Cudowna biblioteka, prawda?
Był też pies, żebym mniej za swoim tęskniła, tutaj akurat odpoczywa:
ale większość czasu spędzał tak:
L. kochana bardzo dziękuję Ci za gościnę! To były cudowne chwile, szkoda, że tak szybko minęły! Najchętniej zostałabym na zawsze, ale rzeczywistość przywołała mnie do porządku, chociaż po powrocie do domu, na pocieszenie zapewne, czekała na mnie koperta, a w niej:
Książka "Gdzie jesteś Leno?" wygrana w konkursie na blogu CPA, z przemiłym autografem autorki Joanny Opiat-Bojarskiej!
A teraz znowu szara codzienność, chociaż w sierpniu mój mąż ma urlop i jedziemy na tydzień nad morze, w moje ukochane, cudowne miejsce, a później do Żywca, więc jeszcze mam się na co cieszyć!
A na koniec muszę stwierdzić, już zupełnie nie na temat, że ostatnio zupełnie nie umiem dogadać się z bloggerem, który robi mi bezsensowne dziury pod zdjęciami, nie potrafię ich wykasować, bo jak piszę, to dziur nie ma, podpisy są pod zdjęciami, a na podglądzie nagle dziury są, ktoś wie dlaczego?