



Wczoraj było Szarotkowo, czyli kilka godzin robótkowania, gadania, oglądania cudzych robótek i chwalenia się swoimi, miziania różnych cudnych wełenek, jak ja to kocham! Szkoda, że to tylko raz w miesiącu, bo mogłabym chyba co tydzień fundować sobie taką frajdę!
Przy wejściu zadziwił mnie kwitnący barwinek (no dobra, jeden jedyny kwiatek na grządce barwinka), czyżby wiosna?
Potem było włóczkowe szaleństwo:
Widać tę żądzę posiadania, prawda?
A żeby za wesoło nie było, to dzisiaj byłam na pogrzebie mojej wychowawczyni z podstawówki, miała tylko 67 lat.... I tak przykro, bo kiedy jakiś czas temu organizowaliśmy klasowe spotkanie miała na nim być, ale była chora, później mieliśmy zamiar wpaść do niej w 3-4 osoby z krótką wizytą, ale jakoś się nie składało, a teraz już za późno......
No piękna tunika. Po co pruć.
OdpowiedzUsuńMasz w tej Warszawce wybór różnych galerii. My tu mamy malutkie, ale wszędzie już świątecznie. Pozdrawiam
Tunika kapitalna:))) I kolor też cudny, a z tego co pamiętam, to dobrze do Ciebie Dorotea:))) pasuje.
OdpowiedzUsuńBuziaki
Dzięki dziewczyny za dobre słowo! Cudo to to nie jest, ale jest, a kolorek..... no cudny, ostatnio mam fazę na turkusy, chociaż dziewczyny na Szarotkowie z lekka porażone kolorkiem były ;-)
OdpowiedzUsuńAleż Ty jesteś zdolna! Pozdrawiam Cieplutko. :* elissa2
OdpowiedzUsuńElissko - nie zawstydzaj mnie ;-)
OdpowiedzUsuń