Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Warszawa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Warszawa. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 6 listopada 2011

Jesienny spacer

Pogoda dzisiaj była tak piękna, że nie mogłam usiedzieć w domu - trzeba wykorzystać każdą chwilę kiedy jest ciepło i słonecznie, bo lada chwila przyjdą szarugi i mrozy, rower trzeba będzie odstawić, oj ciężko będzie! Poruszanie się komunikacją miejską nie jest miłe, ale cóż, jak trzeba to trzeba, ale dzisiaj wyruszyłam sobie na rowerku do Lasku Bielańskiego, to ostatnie chwile kiedy jest jeszcze tak pięknie, bo liście z drzew lecą w tempie strasznym i wkrótce nie będzie już kolorowo. Dzisiaj było jeszcze tak:



Piekny dywan, też jeszcze kolorowy:


Widok na trasę na Gdańsk i Wisłę:


I to też Warszawa, czyli kormorany na Wiśle:


Most Północny z daleka, w całej okazałości:

Na moście też rzecz jasna byłam, miałam straszną ochotę przejechać sobie na drugą stronę, próbowałam przekonać pana ochroniarza aby mnie puścił, ale niestety :-(((, trudno, niedługo mają go otworzyć, ale w grudniu to już rowerkiem to raczej nie pojadę, zresztą ścieżka rowerowa i tak ma być podobno gotowa najwcześniej wiosną, albo i latem....
A tu panienka z różą przy stacji metra Młociny:


I na koniec - "niegrzeczne" drzewo:


niedziela, 12 czerwca 2011

Publiczne dzierganie cd

Tak jak pisałam w poprzednim poście, ja publicznie dziergałam aż dwa dni. Wczoraj w parku przy placu Wilsona było nas aż sześć - tłum w porównaniu z zeszłym rokiem, kiedy byłyśmy tylko we trzy. Na fotce oczywiście tylko pięć osób, bo szósta, czyli ja - fotografuje!

Posiedziałyśmy sobie 2 godzinki, pogadałyśmy, podziergałyśmy, a ponieważ miałam ze sobą ciasto, to nakarmiłam koleżanki i.... wróbelki


Ponieważ ten nasz park jest miejscem cichym, spokojnym i stosunkowo mało uczęszczanym, więc niewiele osób nas widziało, dlatego uznałam, że aby dzierganie było bardziej publiczne, należy znaleźć miejsce, w którym jest naprawdę dużo ludzi, a takim miejscem jest na pewno Plac Zamkowy. Tak więc wymyśliłam dzierganie pod Kolumną Zygmunta, rzuciłam wczoraj hasło, ale tylko Jola zgłosiła chęć towarzyszenia mi, więc dzisiaj o 15 zasiadłyśmy sobie na schodkach pod Kolumną i dziergałyśmy.
Tutaj Jola, trochę słabo widoczna, bo w barwach ochronnych:

A tu ja, specjalnie zabrałam ze sobą mojego turkusowego Citrona, aby był widoczny:

Tutaj jesteśmy obie, chciałam zaznaczyć, że siedzę tu boso nie dlatego, że mi buty ukradli (tak fotkę skomentowało moje dziecko), tylko próbowałam sobie opalić białe paski od japonek na stopach. Słoneczka co prawda nie było za wiele, była nawet chwila, że mocno się zachmurzyło i bałyśmy się, że deszcz popada, ale na szczęście w końcu rozpogodziło się i nawet zrobiło się gorąco.
Spędziłyśmy pod kolumną dwie godzinki, ale muszę stwierdzić, że specjalnej sensacji nie wzbudzałyśmy (ten zapatrzony pan z lewej to niestety nie zadziwiony kibic, tylko osobisty mąż Joli, który wpadł z synem, aby pstryknąć nam wspólną fotkę i zabrać Jolę do domu), załapałyśmy się co prawda na kilka fotek, ale to chyba bardziej przy okazji. Z tego wniosek, że warszawiaków po prostu nic nie jest w stanie zadziwić, może gdyby było nas więcej, to tłumek wywołałby większe wrażenie. Żałuję, że nie wydrukowałyśmy sobie plakatu z poprzedniego postu, może wtedy zainteresowanie byłoby większe? Miałam nadzieję, że ktoś jeszcze do nas dołączy, ale niestety, na Szarotkach wydawało się, że więcej osób jest zainteresowanych imprezą, ale cóż, może za rok?

wtorek, 7 czerwca 2011

Jak dobrze mieć gości!

W weekend mieliśmy "przyjezdnych " gości i w związku z tym, że trzeba było pokazać im trochę stolicę, w której nie byli już ładnych parę lat, pojeździliśmy trochę po mieście. Przede wszystkim, trzeba było skontrolować postępy na budowie Stadionu Narodowego:

Następnie sprawdzić, na jakim etapie jest Świątynia Opatrzności Bożej:

Próbowaliśmy jeszcze policzyć pawie w Parku Łazienkowskim, strasznie były złośliwe i żaden nie chciał pokazać nam się w pełnym "rozkwicie":


A na koniec dnia, udaliśmy się na pokaz możliwości naszego nowego Multimedialnego Parku Fontann na Podzamczu:




Muszę przyznać, że takich tłumów, jakie tam były, dawno nie widziałam, staliśmy w sporej odległości od fontann, a przed nami było morze ludzi, każdy kawałek terenu był zajęty! Mnóstwo było ludzi z małymi dziećmi, mimo, że pora była późna - pokaz rozpoczynał się o 21.30! Muzykę niestety kiepsko było słychać, co daje się zauważyć na filmikach, które próbowałam nagrywać aparatem - słychać tam głównie rozmowy dookoła nas, szczególnie jedną panią, namiętnie rozmawiającą przez telefon!
Ponieważ fontanny w nocy i w tłumie były raczej mało widoczne, więc w niedzielę zrobiliśmy sobie spacerek na Stare Miasto:

i poszliśmy zobaczyć, jak właściwie te sławetne fontanny wyglądają, szczerze mówiąc, niezbyt imponująco:

(A tutaj powiększenie kawałka górnego zdjęcia, dobrze widać, co jest napisane na tej żółtej tablicy i jak się wszyscy tym przejęli, prawda?)


Wydaje mi się, że Multimedialna Fontanna we Wrocławiu jest większa! Co prawda, tam nie udało mi się doczekać, do tego najważniejszego pokazu, bo byłam zmęczona po podróży, a poza tym strasznie gryzły komary, ale takie odnoszę wrażenie.

No i tyle było wizyty, goście wrócili do domu, ale wracając do tytułu posta - dobrze mieć gości, bo przy okazji ich oprowadzania, jest okazja samemu zobaczyć co słychać i widać w mieście nowego, bo tak to nie ma czasu, nie chce się z domu ruszyć i niewiele z mieszkania w Warszawie wynika. Dlatego bardzo lubię gości!