piątek, 17 lutego 2012

Ptaki.

Wczoraj wieczorem w TVN oglądałam film o wronach-mordercach, niestety nie wiem jak się skończył, bo usnęłam, ale wywarł na mnie spore wrażenie. Zresztą szczerze mówiąc, jak patrzę na takie ptaszyska siedzące na drzewach i patrzące na mnie, to zawsze mam wrażenie, że mają ochotę zaatakować! Zresztą swego czasu jakaś gadzina próbowała napaść na mojego psa! Dzisiaj akurat nie udało mi się upolować takiego z bliska, ale i tak te dzioby.... brrrrr!



Zdecydowanie wolę sikorki:









A na deser pies myśliwski w akcji:




Kaczek u nas zatrzęsienie, więc jamnik może sobie poszaleć!

środa, 8 lutego 2012

Szarotki

W niedzielę byłam na Szarotkach, robiłam jak zwykle zdjęcia i zostałam skrzyczana, że robię te zdjęcia, robię i gdzie one są? Więc się poprawiam i szybciutko wklejam, Szarotek grudniowych (i cudnych Tereskowych skarpetek :-( ) nie będzie, bo padł mi dysk i zdjęcia poszły do nicości, tak jak i moje świąteczne kartki buuuuuu!
Szarotki styczniowe.
Na początek piękne, dwustronne żakardy Joli:


Bardzo mi się podobają, ale są jak dla mnie zbyt pracochłonne i wymagające stałego skupienia uwagi, raczej nie dla mnie, chociaż kto wie? Może kiedyś?
A teraz nieco inna dziedzina - papierowa wiklina Ewy (te jasne z przodu, ten brązowy to wiklina prawdziwa):

Też bardzo mi się podoba, Ewa nawet zrobiła mały kursik, ale to zwijanie..... może do tego dojrzeję? Koszyczki są świetne, więc jak będę miała więcej czasu i cierpliwości?
A na deser włóczki Marty i Małgosi, fajne są takie zakupy na miejscu, można pomacać, wybrać!


Piękne, prawda? Naprawdę trudno się oprzeć!
Teraz Szarotki lutowe, mimo mrozu frekwencja była zupełnie niezła, w końcu atmosfera na Szarotkach zawsze jest gorąca, co tam mróz! Tylko tym razem nie było szans na zakupy, bo nie dotarła żadna z dostarczycielek pokus. Za to była nauka - dwustronnego żakardu, Ani lekcji udzielała oczywiście Jola i efekty były zupełnie niezłe:


Tu listkowe plecy Uli, sweterek w który była ubrana:


A tu praktyczne wykorzystanie pięknej patery z papierowej wikliny autorstwa rzecz jasna Ewy, a rudy kłębek i to obok - to moja praca:

A jeśli ktoś byłby ciekawy co takiego robiłam, to prezentuję efekt końcowy na jego.... no może niezbyt zachwyconej, ale pogodzonej z losem właścicielce:



Dobrze, że mrozy się kończą, bo biedulka stanowczo ubieraniem zachwycona nie jest, chociaż na szczęście nie protestuje zbyt mocno! Zdjęcia niewybitne, słabo widać warkocze na sweterku, lepsze byłyby zapewne na dworze, na śniegu, ale ponieważ śniegu nie za wiele, to na razie nie mam jak ich zrobić, ale może popada?

poniedziałek, 6 lutego 2012

Goście.

Jak pisałam w poprzednim poście w zeszłym tygodniu miałam gości, a podejmowanie gości wiąże się rzecz jasna z bywaniem w interesujących miejscach. Tak więc odwiedziliśmy Muzeum Fryderyka Chopina:






Bardzo interesujące, chociaż jest bardzo dużo do zobaczenia i wysłuchania - trudno wszystko ogarnąć przy jednej wizycie. Polecam wizytę we wtorek, bo wtedy jest wstęp bezpłatny :-).
Po muzeum był spacerek na Stare Miasto, po drodze Złota Kaczka (trochę zmarznięta):


Pomnik Kopernika:
Widzicie jak ozdobiony został Kopernik?

Choinka na Placu Zamkowym, niestety w dzień, nie wieczorem, kiedy jest pięknie oświetlona:

Wizyta w restauracji Magdy Gessler:

gdzie największe wrażenie wywarła na nas wizyta w toalecie i pieczołowicie zawiązane na papierze toaletowym kokardki:

Były także sklepy:


A na deser wizyta w "Romie":


Przedstawienie było niesamowite, dekoracje piękne, chociaż muszę przyznać, że bardziej podobał mi się "Upiór w Operze", to znaczy może nie tyle samo przedstawienie, co muzyka - melodie bardziej wpadające w ucho, których z przyjemnością słucha się w domu czy w samochodzie.

Aha, lepiej nie zwracać uwagi na datę na zdjęciach - nie mam pojęcia dlaczego aparat tak daleko zawędrował do przyszłości, bo sam taką datę ustawił, nie zauważyłam tego wcześniej, dopiero jak zrzuciłam zdjęcia!

Spotkanie autorskie z Małgorzatą Gutowską- Adamczyk

W ostatnim tygodniu w związku z feriami w województwie Śląskim miałam gości, więc nawet nie miałam czasu zamieścić posta, a 26.02 byłam tu, nawet jestem widoczna na zdjęciu, kto mnie zna od razu mnie znajdzie - po kolorze rzecz jasna!


Było rzecz jasna bardzo sympatycznie, pani Małgosia opowiedziała co ma "na warsztacie", przeczytała fragment nowej książki (już się nie mogę doczekać), odpowiedziała na pytania publiczności, a na deser były pyszne słodkości:


no i autografy rzecz jasna. Ja jako osoba pazerna na autografy przytaszczyłam ze sobą 6 książek (w tym 3 tomy "Cukierni"), więcej nie dałam rady, toteż zmonopolizowałam Panią Małgosię na dłuższą chwilę, trochę sobie porozmawiałyśmy, a kiedy pochwaliłam się, że mam prawie wszystkie Jej książki, prócz jednej, pani Małgosia.... poprosiła mnie o adres i w piątek w mojej skrzynce znalazłam książkę, z przemiłym autografem! Jestem naprawdę wzruszona, bardzo dziękuję!
Dla mnie to spotkanie było dodatkowo powrotem do przeszłości, bo kiedyś mieszkałam w Aninie, niesamowicie było przejść się po ulicach którymi kiedyś chodziłam, co prawda z mojego domu właściwie nic nie zostało, okolica zmieniła się bardzo - kiedyś koło mojego domu była niewielka górka, było dużo pustych przestrzeni, teraz po górce nie ma śladu, wszystko jest maksymalnie zabudowane, cóż obecnie to taka bardziej ekskluzywna dzielnica!

poniedziałek, 23 stycznia 2012

Zima

Zima w tym roku nas nie rozpieszcza, grudzień i pierwsza połowa stycznia przypominały raczej listopad - szaro, buro i ponuro, zero słońca, a ja tam lubię zimę, niekoniecznie -20 i dwa metry śniegu, ale lekki mrozek, tak 30-40 cm śniegu i słoneczko - to jest to za czym tęsknię, tymczasem podczas tej zimy taki dzień był tylko... jeden. W związku z tym zdjęć zimowych w moim archiwum brakowało, najgorsze, że nawet jeśli wieczorem śnieg popadał i udekorował pięknie drzewa i krzewy, to do rana te dekoracje znikały. W związku z tym, gdy w sobotę wieczorem śnieg posypał nieco świat , czym prędzej ruszyłam z aparatem na polowanie i słusznie zrobiłam, bo w nocy padał deszcz i rano już śladu po śniegu nie było, a oto efekty mojego polowania:





Jamnik oczywiście mi w spacerku towarzyszył:


A na koniec ostatnie doniesienia z działki, w grudniu pokazywałam kwitnące bratki, no i jak widać śnieg w niczym im nie przeszkadza i kwitną nadal:



niedziela, 15 stycznia 2012

Maria Nurowska "Miłośnica" - recenzja

Książka przeczytana dzięki wydawnictwu W.A.B i akcji "Włóczykijka"
Notka z okładki:
'Tajna agentka polskiej armii podziemnej, potem także brytyjskiego wywiadu, piękna Krystyna, podczas wojny posługująca się pseudonimem Christine Granville, wywiera wpływ na każdego, kto się z nią zetknie. Kolekcjonuje kochanków i bohaterskie czyny, nie przejawia za grosz ostrożności, rozkosz i śmierć dzieli w jej życiu ledwie dostrzegalna granica. Wokół historycznej postaci Krystyny Skarbek Maria Nurowska zbudowała barwną i wielowątkową opowieść o kobiecie zmagającej się z okrutnym losem, pełnej sprzeczności, do końca nieodgadnionej."

Krystyna Skarbek to postać autentyczna, jej zbeletryzowana biografia stworzona przez autorkę pokazuje fascynującą kobietę, nielubianą przez inne kobiety, kochaną przez mężczyzn, do szaleństwa odważną, która w trudnych sytuacjach nie traciła głowy, dzięki czemu w czasie wojny mogła wiele zdziałać jako brytyjska agentka. Krystyna do życia potrzebowała adrenaliny i miłości, chociaż mężczyznom nie była wierna, traktowała ich przedmiotowo. Jej barwne życie i tragiczna śmierć to doskonały materiał na ciekawą książkę. Książkę czytałam z dużym zainteresowaniem, zwłaszcza, że we wczesnej młodości lubiłam A. Filara i jego "Opowieści tatrzańskich kurierów" (wiem, wiem to było tak dawno, że najstarsi ludzie nie pamiętają) i przeprawy Krystyny przez zieloną granicę kojarzyły mi się z tamtym czasem. Ja ze swojej strony "Miłośnicę" polecam i myślę, że powinna dalej wędrować we "Włóczykijkowej" akcji.

niedziela, 1 stycznia 2012

Noworocznie!

Dawno mnie tu nie było, ale przed Świętami miałam dużo pracy , wiec nie miałam nawet czasu, aby tu wpaść i złożyć życzenia. Za to dzisiaj życzę wszystkim samych szczęśliwych i słonecznych dni w Nowym Roku!


W Święta wybraliśmy się na przejażdżkę, aby zobaczyć świąteczne dekoracje, a tu porażka! Dekoracje - zresztą te same co w zeszłym roku, tylko na Nowym Świecie i reszcie Traktu Królewskiego, no i przed marketami, reszta miasta pogrążona w mroku, zero świątecznego nastroju! Nawet nie chciało mi się robić zdjęć! Na Starym Mieście nie byłam, więc zdjęć choinki też nie będzie, może później uda mi się tam wybrać. W Toruniu, który też odwiedziliśmy było niewiele lepiej - też właściwie dekoracje głównie na Szerokiej i w pobliżu, ale trochę nocnych zdjęć zrobiłam:


Była szopka, tym razem na Nowym Rynku :



I choinka przy Koperniku :


Przy Collegium Maximum pojawił się anioł :


A przy pomniku Filusia (i nie tylko) - Filutek :


A Teatr Guliwer przybrał zimową szatę, szkoda, że reszta świata była jesienna :


Generalnie cieszę się, że Święta mam już za sobą. Sylwestra w tym roku spędzaliśmy kameralnie, w domu przy telewizorze, bo mieliśmy w domu małą rewolucję i do ostatniej chwili byliśmy zapracowani, dzisiaj za to dzień spędziłam na absolutnym lenistwie, w towarzystwie komputera i telewizora. A od jutra szara codzienność, tylko że jesteśmy już o rok starsi :-(